Są takie zachowania dzieci, które doprowadzają nas do szału. Wtedy te nasze kochane szkraby mogłybyśmy zdrowo potrząsnąć i walnąć godzinne kazanie na temat tego co właśnie zrobiły. Ale czy to coś da? Powiem Wam z własnego doświadczenia: NIE.

Przeczytajcie pięciu zachowaniach moich dzieci, które doprowadzają mnie do białej gorączki i koniecznie dajcie znać, czy u Was jest tak samo albo podobnie.

 

 1. Zabawki

Zabawka kupiona 100 lat temu leży w kącie, nikt się już nią nie bawi. Wystarczy, że któreś z dzieci ją dostrzeże, weźmie do ręki i się zaczyna. Wzajemne wyrywanie, lament, płacz, złość, zaciskanie zębów. Jak to możliwe! PRZECIEŻ TA ZABAWKA LEŻAŁA I NIKT SIĘ NIĄ NIE INTERESOWAŁ! A teraz taka wojna.

2.Łazienka

Nie pamiętam kiedy ostatni raz spędziłam choć minutę w spokoju w tym pomieszczeniu. Zaraz po wejściu do łazienki słyszę pukanie do drzwi. Najpierw ciche, nieśmiałe, a potem głośne i natarczywe. Kiedy w końcu poirytowana otwieram, okazuje się, że dziecko chciało po prostu sprawdzić czy nie utonęłam w wannie.

3. Rozmowa przez telefon

Moje dzieci bardzo nie lubią kiedy rozmawiam przez telefon. Gdy tylko słyszą dźwięk telefonu od razu na ich twarzy pojawia się grymas. Gdy zaczynam rozmowę, zawsze któreś podchodzi i rusza niemo ustami i coś bardzo, ale to bardzo ważnego mi przekazuje. Wkurza mnie to na maxa, bo nie dość, że nie mogę skupić się na tym co mówi osoba w słuchawce, to  oczy i mózg mnie boli od patrzenia na ich grymasy. W końcu domyślam się, że ta ważna sprawa,która nie mogła poczekać to przelatujący gołąb za oknem

4. Czytanie książki

Kiedy tylko biorę w ręce książkę i zmierzam w kierunku kanapy, moje potwory są tam przede mną. Siadają obok siebie i udają grzeczne dzieci. Wojtusiowi zdarza się nawet położyć, więc dla mnie już miejsca nie ma. Robią mi na złość te bachorki, oj robią.

5. Słodycze

Nieraz zdarzy się tak, że mam ochotę na coś słodkiego przed obiadem. Zakradam się więc do naszej słodkiej szafki, wyjmuję batona,otwieram go najciszej jak potrafię, zaglądam przez ramię i..oni już tam stoją, z wzrokiem zabójcy. No, kurde, jak to jest, że mogę mówić tysiąc razy, że ma umyć ręce i nie słyszy, a najdrobniejszy szelest papierka potrafi go wybawić nawet z podziemi.

Wkurzają mnie te moje dzieci, ale pisząc to miałam uśmiech na twarzy i zdałam sobie sprawę, że te ich zachowania w sumie nie są takie złe. I wynikają z tego, że moje dzieci po prostu nie mogą beze mnie żyć :) Mam rację ? :)