Co zrobić, gdy dowiadujesz się, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Twoje nowo narodzone dziecko nigdy nie usłyszy Twojego głosu ? Jak znieść myśl, że Twoje dziecko nie usłyszy śpiewu ptaków, dźwięków muzyki i szumu morza ? Przeczytajcie naszą historię, której końca na pewno się nie spodziewacie.

 

W drugiej lub trzeciej dobie życia każde dziecko w Polsce ma badany słuch. Praktykuje się to od kilku lat, by jak najszybciej wykryć wady słuchu dziecka, by następnie podjąć odpowiednie kroki w walce ze zmniejszeniem problemu. Aby stwierdzić czy dziecko ma dobry słuch bada się ciche dźwięki, które emitowane są przez ludzkie ucho. Służy do tego urządzenie wielkości słuchawki telefonicznej. Badanie trwa około 5 min i wykonuje się je podczas snu dziecka. Noworodek nie może kręcić główką, podczas badania musi panować zupełna cisza. Możliwości takie mamy dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

 

Oliwka, nasze trzecie dziecko urodziło się 23.10.2017 roku. Nic nie wskazywało na to, ze będzie jakiś problem. W drugiej dobie życia zabrano ją na przesiewowe badanie słuchu. Po kilkunastu minutach wróciła z pielęgniarką, ponieważ badanie nie mogło zostać wykonane, dziecko nie spało. W trzeciej dobie życia ponowiono próbę wykonania słuchu. Niestety wynik nie był zadowalający, nie uzyskano normy, wskazującej, że słuch jest w porządku. Zalecono nam zjawić się na oddziale za 10 dni, by ponownie zbadać słuch i jeżeli wtedy wynik będzie negatywny, zostaniemy skierowani do kliniki.

Zgodnie z poleceniem zjawiliśmy się 10 dni później. Po przeprowadzeniu badania okazało się, że córka słyszy na prawe ucho, na lewe prawdopodobnie nie. Następna wizyta za kolejne 10 dni.

Pojawiamy się po 10 dniach które są dla nas udręką. Pełni niepokoju i troski czekamy na wynik badania. Okazuje się, że ani prawe ani lewe ucho nie wykazuje oczekiwanej normy. Czy to oznacza, że moje dziecko jest głuche? Mimo wielu moich pytań, nikt w szpitalu nie potrafi odpowiedzieć mi na to pytanie, zasłaniając się zbyt słabym sprzętem. Dostajemy skierowanie do Kliniki Foniatrii i Audiologii w Poznaniu. Termin wizyty zostaje wyznaczony na 3 miesiące później.

Są to najdłuższe 3 miesiące w naszym życiu. Staramy się myśleć pozytywnie, wspieramy się i wierzymy, że to wszystko to tylko zły sen. Nieustannie mówimy, śpiewamy, udajemy krówkę, świnkę, kurę,upuszczamy widelec na panele, trzaskamy drzwiami, podkręcamy głośnik w radiu, by zobaczyć czy nasza córka wykazuje na te wszystkie dźwięki jakąkolwiek reakcję. I wicie co?

Ona zachowuje się tak jakby wszystko słyszała. Uśmiecha się, gdy do niej mówię, zasypia gdy śpiewam jej kołysanki, wzdryga się, gdy usłyszy nagły, mocny dźwięk. Jestem zdezorientowana. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, zastanawiam się, czy istnieje prawdopodobieństwo, że zawiódł sprzęt lub człowiek podczas wykonywania badania? Z niecierpliwością czekam na dzień w którym odwiedzimy klinikę.

W końcu nadchodzi. O 7 rano jesteśmy już w szpitalu, wszystko idzie zgodnie z planem, badanie przeprowadza bardzo kompetentna osoba, w zupełnej ciszy. Możemy być w gabinecie, ale nie możemy rozmawiać. Na monitorze widzę kilkanaście wykresów, które skaczą w różne strony. Jestem zdenerwowana, bo nie wiem jaka będzie diagnoza. Boję się. Po około 40 minutach kończy się badanie i wtedy następuje ten moment... Słyszę:

"Państwa dziecko jest zdrowe, ma dobry słuch, nie ma żadnej wady. Wszystko jest w porządku"

Kamień spada mi z serca, łzy same lecą z oczu. W myślach dziękuję Bogu, że dał mojemu dziecku możliwość usłyszenia wszystkiego co daje świat. Jestem szczęśliwa.

Nasza historia kończy się happy endem. Nigdy jednak nie zapomnę tych nerwów, tylu wylanych łez i cierpienia. Do dziś dręczy mnie myśl, czy badanie w szpitalu, w którym było badane moje dziecko po urodzeniu było wykonane poprawnie ? Staram się o tym nie myśleć, ale pytanie to zawsze będzie siedziało z tyłu mojej głowy.